Igrzyska pełne emocji

O rok dłużej niż zwykle czekaliśmy na czas Igrzysk Olimpijskich. Mimo że pandemia odcisnęła piętno na imprezie, nie zabrakło jednak tego co w sporcie najważniejsze – emocji. W przeżywaniu sportowych zmagań towarzyszyła nam Enea, która prowadziła kampanię #RazemPoEmocje.

Kampania była odpowiedzią na aktualną sytuację pandemiczną na świecie. Igrzyska odbyły się bez udziału kibiców, co odczuli także zawodnicy. Akcja #RazemPoEmocje połączyła kibiców ze sportowcami i uczyniła z nas jedną biało-czerwoną drużynę.

„W naszej kampanii skoncentrowaliśmy się na wartościach niezależnych od wyników i medali: potrzebie przynależności, radości z bycia razem, wspólnocie. Jednoczymy się, by okazać wsparcie biało-czerwonym, gdy nie wybrzmi ono bezpośrednio z trybun” – powiedziała przed igrzyskami Anna Lutek, dyrektor Departamentu PR i Komunikacji w Enei.

Na kilkanaście dni cały świat ogarnęła Tokiomania. Głód wielkiego sportu był tym większy, że na te Igrzyska przyszło nam wszystkim czekać o rok dłużej. Mimo że organizacja imprezy do samego końca stała pod znakiem zapytania, ostatecznie 23 lipca rozpoczęło się sportowe święto i ruszyła rywalizacja w 339 konkurencjach w 33 dyscyplinach. Polacy na początku musieli uznawać wyższość rywali. Z pierwszych dni zapamiętamy łzy naszej wspaniałej tenisistki Igi Świątek i przerażającego pecha polskich koszykarzy 3 na 3. W momencie, gdy zaczęło przychodzić powątpiewanie, zjawiły się one…

Przełamanie wioślarek

Te nazwiska od piątego dnia Igrzysk wypowiadała jednym tchem cała Polska. Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann zdobyły pierwszy medal w Tokio dla Polski w wioślarskiej czwórce podwójnej. W finałowym biegu pewnie zdobyły drugie miejsce, ustępując jedynie niepokonanym tego dnia Chinkom.

Wioślarstwo jest w Polsce sportem o wielkich tradycjach i sukcesach. W Tokio zdobyliśmy 19 medali Igrzysk Olimpijskich (w tym cztery złote), a poza tym mamy na koncie 48 medali mistrzostw świata seniorów (w tym 12 złotych) oraz 78 medali mistrzostw Europy (w tym 14 złotych). O tym, że dyscyplina ta przechodzi niemal z pokolenia na pokolenie, może świadczyć przykład Marty Wieliczko, którą na lotnisku Fryderyka Chopina witała mama Małgorzata Dłużewska, która w 1980 roku w Moskwie zdobyła srebro w dwójce wioślarskiej. Polska załoga w czwórce kobiet robi stałe postępy. 5 lat temu podczas Igrzysk w Rio mieliśmy medal brązowy, a jeszcze wcześniej w Londynie byliśmy tuż za podium. Panie zapowiadają, że powalczą również w Paryżu. Podczas konferencji w Warszawie powiedziały, że chcą jednak przez kilkanaście dni odpocząć od sportu. Zaznaczyły też, że medal nie przyszedł im wcale łatwo.

„Rozgrzewka się nam nie udała. Starty próbne nam też nie wyszły. Płynęłyśmy na start bardzo zestresowane, ale to opadło, kiedy stanęłyśmy na starcie. Kiedy włożyłyśmy pióra do wody wtedy pomyślałam: «To jest tu i teraz, to jest ten dzień, to do niego się przygotowywałyśmy». Były trudne warunki pogodowe, więc przez pierwszy «tysiąc» uczyłyśmy się tych warunków, tej fali. Pierwszy «tysiąc» nie był nasz, był tylko próbą. Od «tysiąca» naprawdę zaczęłyśmy jechać razem, jechać swoją jazdę. Pojawiło się w łódce porządne hasło: «Razem». (…) Na 300 m do końca Agnieszka powiedziała: «brąz». Wiedziałyśmy wtedy, że jest dobrze. 200 m do mety Agnieszka mówi: «srebro». Myślę sobie: Matko Boska zaraz powie «złoto»! To był bardzo szybki finisz. Skoczyłyśmy na srebrze. Po wyścigu spojrzałam na tablicę i pomyślałam: Jest! Mamy pierwszy medal dla Polski” – relacjonowała nasza medalistka Marta Wieliczko podczas spotkania ze swoim krajanami z Grudziądza. Medalistka podkreślała, że czuła ogromne wsparcie od kibiców. Dziękowała, że w Tokio byliśmy razem.

Warto zaznaczyć, że tytularnym sponsorem Polskiego Związku Wioślarskiego jest Grupa Enea.

„Zdobycie medalu Igrzysk Olimpijskich w Tokio, to wielki wyczyn. Dowód, że pasja, zaangażowanie, ciężka praca pozwalają zapisać się w historii polskiego sportu. Jako sponsor PKOl, Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej, a także Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, czujemy wielką dumę z sukcesu czwórki podwójnej kobiet, ale i wyników pozostałych osad wioślarskich, które dały z siebie wszystko podczas startów w Tokio. Dziękuję za pozytywne emocje i radość jaką nam wszystkim dałyście. Wielkie gratulacje!” – mówił Paweł Szczeszek, prezes Enei. Jak się okazało później to nie był ostatni medal dla naszego kraju w sportach wodnych.

Szybsi od wiatru

Emocji nie zabrakło także przy okazji kolejnego polskiego medalu. Przed igrzyskami mało kto wspominał o sztafecie mieszanej. Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic, Karol Zalewski i Kajetan Duszyński sięgnęli jednak po złoty medal olimpijski. Biało-czerwoni już w półfinale pokazali, że są niesamowicie mocni. Czasem 3.10,44 poprawili rekord Europy. Już wówczas mówili, że przetrwa on tylko 24 godziny, a w finale będzie jeszcze lepiej. Jak powiedzieli, tak zrobili. Przed finałem sztab szkoleniowy reprezentacji Polski zdecydował się na pokerową zagrywkę i zmienił 3 z 4 zawodników w porównaniu do półfinału. Trener Aleksander Matusiński urósł w oczach kibiców na jednego z największych trenerów w historii polskiej lekkoatletyki. W finale polscy zawodnicy nie dość, że pobiegli po zwycięstwo, to jeszcze przy okazji pobili rekord Europy.

Warto dodać, że Natalia Kaczmarek to jedna z bardziej utalentowanych polskich lekkoatletek, która w Tokio rywalizowała również indywidualnie i w sztafecie kobiet. Co ciekawe, prywatnie jest ona dziewczyną polskiego kulomiota Konrada Bukowieckiego. Jak zdradziła w jednej z rozmów, przed jego startem pożyczyła mu medal, aby się nim natarł. Ta terapia na niewiele się zdała, a nasz kulomiot nie był w formie na igrzyska. To o tyle szkoda, że jeszcze rok temu był murowanym kandydatem do medali. Zresztą żaden z kulomiotów nie dostał się nawet do finału konkursu olimpijskiego. Wracając jednak do złotego wyścigu Polaków, nie obyło się bez kontrowersji. Ta akurat dotyczyła reprezentacji USA, która w półfinale została zdyskwalifikowana za błąd techniczny. Ostatecznie jednak organizatorzy pozwolili wystartować sztafecie amerykańskiej w finale, zrzucając winę na sędziego. Była to o tyle dziwna decyzja, że reprezentanci Stanów Zjednoczonych przyznali się do błędu. Nawet szybcy Amerykanie nie byli jednak w stanie zatrzymać rozpędzonej polskiej ekipy. Sztafety w Tokio pokazały swoją moc. Srebrny medal zdobyła nasza sztafeta 4 razy 400 metrów kobiet. Natalia Kaczmarek, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Justyna Święty-Ersetic wynikiem 3.20,53 poprawiły rekord kraju. Wygrały Amerykanki - 3.16,85.

Dwójki specjalnością

To zaskakujące, ale pierwsze trzy medale w Tokio zdobyliśmy w sportach drużynowych. 3 sierpnia po srebrny krążek sięgnęły kajakarki. Karolina Naja i Anna Puławska zdobyły srebrny medal w konkurencji K2 500 m. Dwójka kajakarska to polska specjalność, a medale w tej konkurencji zdobywamy od igrzysk w Sydney w 2000 roku. Należy dodać, że każda kolejna dwójka ma łączność kadrową z poprzednią. Karolina Naja, startując razem z Anną Puławską w K2 500 m w kajakarskich regatach Igrzysk w Tokio, wywalczyła swój trzeci medal olimpijski w tej konkurencji.

„Wszystkie są tak samo wartościowe, ale droga do tego była najcięższa” – mówiła po zawodach Karolina Naja. Od kilkunastu miesięcy zawodniczka jest bowiem mamą. Jak stwierdziła, tego medalu nie byłoby bez pomocy najbliższych, w tym jej partnera, który wspierał ją w powrocie do sportu.

„Przez ostatni rok pełnił funkcję mamy, gdy ja wyjeżdżałam na zgrupowania bez dziecka. Nie było to łatwe. Zawsze żartował, że nie zdobyłabym moich wcześniejszych medali, gdyby nie on. Natomiast przy tym śmiało możemy powiedzieć, że gdyby nie jego wsparcie i jego decyzja «dobra, wracaj do sportu, spróbujemy», to nie byłoby mnie tu dzisiaj” – mówiła po starcie Naja.

Jej partnerka z łódki Anna Puławska z kolei debiutowała na igrzyskach. Tuż po sukcesie podkreślała, że nie może uwierzyć w to, co się stało. Co ciekawe Puławska ma siostrę bliźniaczkę, z którą rozpoczynała kajakarską przygodę. Warto zaznaczyć, że w finałowym wyścigu udało się dosłownie o włos wyprzedzić Węgierki. W tym przypadku szczęście było przy Polsce, ale żeby nie było tak kolorowo, koło nosa brązowy medal przeszedł Marcie Walczykiewicz w K-1200 m. Nasza wicemistrzyni olimpijska w tej konkurencji z Rio (2016) zajęła 4 miejsce, przegrywając medal o 0,269 sekundy. Jak powiedziała, czwarte miejsce jest skutkiem błędu popełnionego na starcie, bo jak uważa polska kajakarka, brązowy medal był w jej zasięgu.

Karolina Naja i Anna Puławska dołożyły w Tokio jeszcze drugi medal – brązowy. Zdobyły go w przedostatni dzień mistrzostw jako załoga czwórki K4 500 m, ulegając tylko Węgierkom i Białorusinkom. Skład medalowej ekipy uzupełniały Justyna Iskrzycka i Helena Wiśniewska. Karolina Naja stała się najbardziej utytułowaną polską kajakarką w historii. Eksperci podkreślali, że polskie kajaki w Tokio poradziły sobie bardzo dobrze, zdobywając dwa medale i dwukrotnie ocierając się o podium lądując na 4 miejscu.

Jaka siostra taki brat

Na miano prawdziwego wojownika zasłużył Tadeusz Michalik w turnieju zapasów do 97 kilogramów. Rozstawiony z numerem 4 w turnieju olimpijskim Polak w pierwszym pojedynku pokonał bez problemów Tunezyjczyka Haikela Achouriego 10:0. Walka była tak jednostronna, że po uzyskaniu dwucyfrowej przewagi została zakończona. Trudniej było z Amerykaninem Tracym Gangelo Hancockiem, z którym Michalik przegrywał nawet po pierwszej rundzie 0:1, ale druga należała już do Polaka, który zwyciężył 4:3. W półfinale nasz zapaśnik musiał uznać wyższość faworyta do złota Musy Jewłojewa. Naszemu zapaśnikowi pozostała walka o brąz. W pojedynku jednak nie dał najmniejszych szans swojemu rywalowi z Węgier. W niespełna dwie minuty wygrał walkę, zdobywając 10 punktów. Wszystko rozstrzygnęło się w parterze, gdzie Michalik wykorzystał błąd rywala i nie dał mu żadnych szans.

Michalik to chyba jedna z największych polskich sensacji w Tokio. Co ważne utrzymuje to zasadę, w myśl której polscy zapaśnicy zawsze z Igrzysk przywożą medal. Ciekawe jest, że w Rio analogicznie brązowy medal zdobyła… siostra naszego medalisty z Tokio. Monika Michalik oglądała na żywo sukces brata i nie kryła swojego wzruszenia. „Denerwowałam się bardziej niż przed swoim startem” – żartowała w studio TVP. Biorąc pod uwagę, że Tadeusz Michalik ma 8 rodzeństwa, kolejne medale wydają się kwestią czasu. Jak ujawniła siostra olimpijczyka ten sierpień jest dla niego wyjątkowy, gdyż w połowie miesiąca będzie brał ślub.

Sponsorem tytularnym Polskiego Związku Zapaśniczego jest grupa Enea, która od tego roku pomaga w osiąganiu przez zawodników międzynarodowych sukcesów.

„W zapasach dużą rolę odgrywa nie tylko siła, ale także zręczność, inteligencja, instynkt zawodnika oraz energia. To właśnie cenimy w tym sporcie i to chcemy przekazywać dzieciom i młodzieży. Doceniamy ogromne zaangażowanie zawodników i to, że odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej. Z dumą rozpoczęliśmy współpracę z Polskim Związkiem Zapaśniczym, która, mam nadzieję, pomoże zapaśnikom osiągać jeszcze lepsze wyniki i zdobywać kolejne medale” − powiedział Tomasz Szczegielniak, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych.

Anita: daj spokój!

W roli faworytki na Igrzyska Olimpijskie nie jechała z pewnością Anita Włodarczyk. Nasza mistrzyni dwa ostatnie sezony miała stracone z powodu kłopotów zdrowotnych. Optymizmem nie napawały również pierwsze tegoroczne starty. Trafiła jednak idealnie z formą na igrzyska. Już przed wylotem do Tokio dała sygnał, że jest coraz lepiej, kiedy rzuciła 77,92. Po raz kolejny złota medalistka z Rio i Londynu pokazała, że można na niej polegać. Młociarka jest już tak wielką osobistością świata olimpijskiego, że ma fanów na całym świecie. W Polsce zasłynął pewien Japończyk, który postanowił wspomóc naszą zawodniczkę. Przez kilka dni pojawiał się w na jej treningach z własnoręcznie przygotowanym hasłem: „Anita Włodarczyk! Daj spokój”. Jak się okazało kibic z Tokio źle przetłumaczył w internecie hasło „Do boju” i szybko stał się hitem internetu. Po swoim trzecim złotym medalu Włodarczyk miała przygotowaną flagę z hasłem Japończyka. W samym konkursie była ona nie do pokonania, poprawiając każdy kolejny rzut. Ostatecznie osiągnęła wynik 78.48. Nikt nie zbliżył się do jej wyniku. Trzecie miejsce w konkursie zdobyła Malwina Kopron. To kolejna piękna i wzruszająca historia. Tak się bowiem składa, że współtwórcą sukcesów zawodniczki jest… jej dziadek, który jest trenerem. Anita Włodarczyk, wygrywając konkurs rzutu młotem w Tokio, zdobyła 70. złoty medal w historii startów polskich sportowców w letnich igrzyskach.

Co warto zaznaczyć, Polska dosłownie zdominowała rzut młotem i następnego dnia śladami pań poszli panowie, gdzie również sięgnęliśmy po dwa medale – złoty i brązowy. Najlepszy okazał się Wojciech Nowicki, który w trzecim rzucie osiągnął odległość 82,52 m. Trzecie miejsce zajął z kolei Paweł Fajdek, który jest czterokrotnym mistrzem świata i wreszcie sięgnął po medal olimpijski. Na naszym mistrzu ciążyła ogromna presja, bo zarzucano mu, że nie jest wytrzymały psychicznie. Udowodnił jednak, że te zarzuty są zbyt pochopne i że umie poradzić sobie w trudnych sytuacjach.

Kilkadziesiąt godzin później medal w lekkoatletyce zdobyła również Maria Andrejczyk, która w rzucie oszczepem zajęła drugie miejsce. „Dziewczyna z Podlasia” – jak sama o sobie mówi – jechała do Tokio jako jedna z faworytek do medalu. Pięć lat temu w swoim debiucie zdobyła 4 miejsce. Ostatnie pięć lat były jednak trudną drogą dla oszczepniczki, która zmagała się z kontuzją barku i nowotworem. „Uważam, że wszystko dzieje się według boskiego planu. Przed każdym konkursem się modlę” – mówiła przed wyjazdem do Tokio.

Horror z happy endem

Prawdziwy rollercoaster emocji zgotowały nam Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar-Hill w żeglarskiej klasie 470. W poniedziałek panie wydawały się pewniakami do medalu olimpijskiego, ale we wtorkowych zawodach same sobie narobiły kłopotów w dwóch wyścigach, zajmując dopiero 15 miejsce. To oznaczało, że w wyścigu finałowym mogły realnie stracić medal. Tak się jednak nie stało. Nasze zawodniczki 4 sierpnia popłynęły koncertowo, wyprzedzając załogi, które mogły im zagrozić. Linię mety przekroczyły przed złotymi medalistkami z Wielkiej Brytanii oraz przed Francuzkami, które ostatecznie zdobyły brązowy medal. W finałowym wyścigu zajęły 4 miejsce, ale to, że zwyciężyły z bezpośrednimi rywalkami, oznaczało srebrny medal. To pierwszy medal w historii polskiego żeglarstwa kobiet w klasie 470, w sumie piąty olimpijski krążek dla naszego żeglarstwa.

Wielkie zaskoczenia

W Tokio nie obyło się również bez miłych zaskoczeń. Szok świata sportowego wzbudził Patryk Dobek, który został pierwszym polskim medalistą olimpijskim w biegu na 800 m. Jego historia jest niesamowita i unikalna w dziejach zawodowego sportu. Do niedawna Dobek biegał na 400 m przez płotki, a dystans postanowił zmienić kilka miesięcy temu. To był strzał w dziesiątkę, bo wynik w 400 m przez płotki w Tokio okazał się zabójczy i Polak nie miałby tam czego szukać. Jak twierdzi Dobek, zwycięzca biegu – Norweg Karsten Warholm z czasem 45,94 sekundy – osiągnął lepszy wynik na tym dystansie niż on kiedykolwiek i to biegnąc bez płotków. Dlatego też polski olimpijczyk wzbudził niemałe zainteresowanie w Tokio, startując na 800 metrów i zdobywając brąz. Co ciekawe, Patryk Dobek jest żołnierzem, a ściślej mówiąc marynarzem Marynarki Wojennej.

Gdy wydawało się, że nic już nas nie zaskoczy, złoto w chodzie na 50 km zdobył Dawid Tomala. Sport, o którym Polska po sukcesach Roberta Korzeniowskiego zdążyła zapomnieć, nagle wstał z kolan. Szok był tym większy, że 31-letni Polak do tej pory nie miał żadnych sukcesów na arenie międzynarodowej. Urodzony w Tychach zawodnik był w 2011 roku młodzieżowym mistrzem Europy w chodzie na 20 km. Specjalizował się właśnie w tym dystansie, a o tym, by pójść na 50 km, zdecydował kilka miesięcy temu. Dość powiedzieć, że dystans 50 km ukończył… po raz drugi w karierze. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że sport jest nieprzewidywalny. Zwycięstwo smakuje tym lepiej, że najprawdopodobniej chód na tym dystansie po raz ostatni gościł na Igrzyskach Olimpijskich.

W sumie Polska zdobyła w Tokio 14 medali. Cztery złote, pięć srebrnych i pięć brązowych. Oznacza to, że za nami najlepsze igrzyska w XXI wieku. Wynik napędzili przede wszystkim lekkoatleci. Dziewięć medali olimpijskich, w tym cztery złote, zdobyli w Tokio właśnie oni. Pierwszy raz w historii polskich startów w igrzyskach przedstawiciele „królowej sportu” wywalczyli więcej niż osiem miejsc na podium.

Łzy porażki

Wiele momentów z Igrzysk zapamiętamy na długo. W Tokio rywalizowała w tenisie stołowym nasza wyjątkowa zawodniczka Natalia Partyka. To polski fenomen, gdyż niepełnosprawna olimpijka jak równy z równym mierzy się z najlepszymi na świecie. Tym razem doszła do 2 rundy, gdzie musiała uznać wyższość Egipcjanki Diny Meshref.

„Po wynikach setów możecie zobaczyć, że pojedynek był naprawdę bardzo wyrównany. W tym meczu dałam z siebie wszystko, walczyłam o każdy punkt i zostawiłam przy stole kawał serducha. Niestety na Egipcjankę to było za mało... Zabrakło naprawdę niewiele, ale taki właśnie jest urok sportu, zwłaszcza w którym tak dużo i tak szybko się dzieje... Dziękuję Wam za wszystkie wiadomości, doping, słowa wsparcia i otuchy oraz trzymane kciuki! Jesteście NAJLEPSI!” – napisała na Facebooku nasza najlepsza zawodniczka w tenisie stołowym. Warto zaznaczyć, że Enea wspiera również polską reprezentację tenisa stołowego.

Powodów do dumy mieliśmy więcej, choć nie zawsze wiązało się to z dorobkiem medalowym. Zaskoczeniem z pewnością był pływak Krzysztof Chmielewski. 17-latek awansował do finału na 200 metrów stylem motylkowym, bijąc rekord Polski 17- i 18-latków. Ostatecznie zajął 8 miejsce. Dla ekspertów to zapowiedź przyszłej wielkiej kariery. Trudno w to uwierzyć, gdy pomyśli się o sukcesach Otylii Jędrzejczyk, ale był to pierwszy polski finał od 2012 r.

Świetnie spisała się Aleksandra Mirosław, która zajęła czwarte miejsce w finale olimpijskich zawodów w kombinacji we wspinaczce sportowej. Nasza zawodniczka pobiła rekord świata w czasówce, pokonując ścianę w 6,84 sekundy. To sprawiło, że do końca liczyła się w walce o medale. Niestety w trójboju zgromadziła za mało punktów, by sięgnąć po brązowy medal. Już dzisiaj jednak wiadomo, że nasza sportsmenka będzie murowaną kandydatką do medalu olimpijskiego za trzy lata w Paryżu. Będzie miała wtedy 30 lat, a więc będzie u szczytu formy.

Część sportowców była bardzo blisko medali, ale ostatecznie musieli uznać wyższość rywali. Aleksandra Kowalczuk w taekwondo dosłownie otarła się o brązowy krążek, ale przegrała decydującą walkę z Brytyjką Biancą Walkden. O sporym pechu może mówić Piotr Myszka w windsurfingu. Zawodnik w Rio był na 4 miejscu. W Tokio taką samą pozycję zajmował przed ostatnim wyścigiem. Musiał zdecydowanie atakować, by wyprzedzić Francuza. Tuż po starcie przez chwilę wydawało się, że szczęście będzie po stronie Polaka, jego główny rywal został wyeliminowany przez sędziów z wyścigu. Gdy już wyglądało na to, że Myszka będzie miał brąz, również u niego doszukano się złamania przepisów. Falstart w decydującym wyścigu zabolał w Polsce tak bardzo, że większość kibiców uznała go za błąd sędziów.

Bolała również porażka naszych siatkarzy. Kibice od tygodni twierdzili, że to najmocniejsza drużyna w historii, która może przełamać ciążącą na naszym teamie klątwę ćwierćfinału. Miało być jak nigdy, a skończyło się jak zawsze. Po zaciętym meczu z Francuzami siatkarze przegrali awans do półfinału. Po meczu byli zdruzgotani, ale podnosili się na duchu. Podobną akcję w internecie zaczęli również kibice.

Zareagował na to nasz trener. „Mam łzy w oczach, kiedy widzę tak duże wsparcie od was wszystkich. Polska ma rzeczywiście najlepszych fanów na świecie. Nie udało się nam na Igrzyskach Olimpijskich, ale wy pozostajecie najlepsi. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach wrócimy. Wasz trener” – napisał Vital Heynen

To chyba najlepiej świadczy o tym, że w czasie Igrzysk Olimpijskich byliśmy razem i przeżywaliśmy wszystko z naszymi sportowcami, w czym pomogła kampania Enei #RazemPoEmocje. Świadczą o tym podkrążone oczy Polaków, którzy przez ostanie dni nie wysypiali się, wstając na relacje w środku nocy. Emocji w Japonii nie zabrakło i jak to w sporcie miały gorzko-słodki smak.



« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama